Nawet Uczucie wyrzeźbione w drewnie

Twórczość Aleksandra Majerskiego



"Sztuka służy do wyrażania uczuć, gamy różnych stanów wewnętrznych. Odwzorowanie rzeczywistości nie jest jej nadrzędną rolą" - mówi Aleksander Majerski, limanowski artysta rzeźbiarz, długoletni nauczyciel ZSME. Od dwudziestu lat stara się zamknąć uczucia w drewnie, nadać im kształt i odpowiednią formę. Dąży do zachowania oryginalności, unika naśladownictwa,

a dzieła innych traktuje jedynie jako źródło twórczej inspiracji. Jego prace były prezentowane na wystawach krajowych i zagranicznych (Mannheim, Heidelberg, Dolny Kubin), a wiele rzeźb znajduje się u prywatnych kolekcjonerów.



Kształcenie wrażliwości

Rzeźbą zainteresował się dopiero po trzydziestce, gdy osiągnął już pełną stabilizację życiową - założył rodzinę i pracował jako nauczyciel w ZSME. Nie posiada plastycznego wykształcenia, a u źródeł jego twórczości leży jednak wrodzona wrażliwość, rozwijana w dzieciństwie i wieku dorastania. Tak wspomina lata szkoły średniej: "Ukończyłem LO w Nowym Targu. Szkoła ta wydała wielu wybitnych naukowców, panował w niej klimat sprzyjający rozwojowi intelektualnemu. Duży wpływ wywarła na mnie moja wychowawczyni, p. Stanisława Kowalczyk (po mężu Szymaszek), wówczas początkująca nauczycielka. Pochodziła z Tymbarku, bardzo kochała swe rodzinne strony. Lubiliśmy ją i obdarzaliśmy szacunkiem za czas, który nam poświęciła, kilkudniowe wycieczki po Beskidach i Tatrach". Wykształcenie humanistyczne, zdobyte w liceum, mimo iż później wybrał studia techniczne, skierowało go w stronę sztuki.

"Kiedy spotkaliśmy się z okazji jubileuszu 20-lecia matury, podarowałem wychowawczyni wyrzeźbioną przeze mnie Pietę Limanowską. Pani profesor była bardzo wzruszona, a moi przyjaciele z klasy zaskoczeni, gdyż nikt nie dostrzegał we mnie plastyka. Gdy p. Stanisława Szymaszek nagle zmarła i z klasą odwiedziliśmy jej grób, zauważyłem na nagrobku moją Pietę. Umieścił ją tam mąż wychowawczyni (nauczyciel fizyki w naszym liceum), znając jej przywiązanie do tej rzeźby".



Absolwenci klasy Aleksandra Majerskiego spotykają się co roku w jego domu rodzinnym w Krauszowie na Podhalu, aby wspominać, podzielić się nowościami, pobyć razem. Więź z lat młodości wciąż trwa.

Od Sokratesa...
do Arki Noego

Po ukończeniu studiów mechanicznych w WSP w Krakowie, związał się z Limanową, rodzinnym miastem żony Krystyny. Otrzymał pracę wychowawcy w internacie ZSME, a później nauczyciela przedmiotów zawodowych, którą wykonuje do dziś. Wspólnie z żoną zamieszkali w Męcinie w wynajętym domu. Tam narodziła się jego pasja życia.



"Pewnego razu - wspomina Aleksander Majerski - ojciec ściął rosnące koło domu lipy. Kiedy patrzyłem na bezużyteczne, leżące kloce drewna, postanowiłem coś w nich wyrzeźbić. Wziąłem do rąk jeden z nich, młotek, nóż, dłuto i... tak powstało moje pierwsze dzieło - Sokrates".

Początkowo korzystał z prymitywnych, dostępnych w domu narzędzi, dopiero później zakupił komplet profesjonalnych dłut. Nie studiował podręczników rzeźby, starał się unikać naśladownictwa, doskonalił warsztat kierowany intuicją. Dziś wciąż szuka nowych tematów i form wyrazu.

"Aleksander Majerski, którego dzieła wyrosły z tradycji sztuki Podhala, buduje kompozycje z twardych, ostro wyrzeźbionych kloców drewna i nadaje ich gestom siłę szczególnego, wewnętrznego wyrazu. Rzeźbi w drewnie postacie ludzkie i tę malowniczą historię ludzkiego życia" - czytamy w tekście Teresy Orschulok (dr. historyka sztuki), wprowadzającym do wystawy "Kształt uczucia", która prezentowana była w Heidelbergu.



Wiele rzeźb artysty przedstawia kobiety, na ich twarzach widać radość, zadumę, melancholię, cierpienie - całą gamę uczuć. Postacie są odrealnione, przechodzą w elementy roślinne, a czasem łączą się z motywami zwierzęcymi np. w cyklu: kobiety i ptaki. Obrazuje to jedność świata ludzkiego i natury, ich wzajemne przenikanie się.

Osobny rozdział stanowią rzeźby sakralne: znana dobrze limanowianom grupa postaci ze stajenki betlejemskiej czy liczne wizerunki Matki Bożej z Dzieciątkiem oraz Piety (m. in. słynna grupa: Siedem Boleści M.B.). W swej recenzji T. Orschulok stwierdza: "... Z korzeni, pni i gałęzi znalezionego drewna wyrastają uproszczone, w większości zredukowane formy, w których granice między "tym a tamtym" światem (ziemskim a niebiańskim) są trudne do przeprowadzenia. Aspekty świeckie i religijne przeplatają się nawzajem, np. wizerunek Madonny to także obraz matki i dziecka, czasami symbolicznie związany z pogańskim kultem płodności".

Ważna dla autora jest rzeźba postaci Cyryla i Metodego, wykonana na zamówienie do kościoła w Wiedniu. Zwraca uwagę swą oryginalnością i wykorzystaniem elementów ikonicznych, bizantyjskich.



Oryginalnością i siłą wyrazu przemawia ostatnie dzieło "Arka Noego". Powstało w czasie tegorocznych wakacji, podczas pleneru zorganizowanego przez Georga Wichmanna, niemieckiego artysty, w jego domu w Kaiserslautern.

Jest to okazała rzeźba, przedstawiająca biblijną łódź: u szczytu znajduje się postać Noego pełna powagi i godności, otoczona sylwetkami zwierząt. Wszystkie elementy stanowią integralną całość, "wyrastają z siebie" i wzajemnie się przenikają.

Różnorodne są źródła inspiracji tego artysty: począwszy od kultury podhalańskiej, w otoczeniu której wyrastał, poprzez sztukę afrykańską, dzieła abstrakcyjne aż po elementy bizantyjskie (matka autora wywodzi się z Ukrainy). Zdaniem krytyków, potrafi mistrzowsko łączyć tradycję, elementy natury z doświadczeniem życiowym.

Kształt uczucia

Po próbach i eksperymentach przyszedł czas na zaprezentowanie dzieł odbiorcom. Po raz pierwszy autor wystawił swe prace - Siedem Boleści Matki Bożej w 1983 roku, podczas ekspozycji w Dworku Marsów "Pieta w sztuce". W latach późniejszych rzeźby A. Majerskiego były wielokrotnie prezentowane na wystawach w Limanowej, Nowym Sączu, Rzeszowie, Krynicy, Lubomierzu, Tarnowie, Nowym Targu, Zakopanem, Krakowie oraz w Warszawie, gdzie autor otrzymał nagrodę specjalną komisarza wystawy Związku Literatów Polskich (1984). W ubiegłym roku wojewoda



J. Adamik przyznał mu nagrodę w Małopolskim Konkursie Plastycznym Nauczycieli. Obecnie jego prace zostały zgłoszone do udziału w III Międzynarodowym Biennale Twórczości Artystycznej Nauczycieli.

Pod koniec lat 80-tych nawiązał znajomość z Georgem Wichmannem, niemieckim artystą i mecenasem sztuki. Wichmann, zainteresowany zakupem rzeźb, odwiedził p. Majerskiego jeszcze w domu w Męcinie. Zaprosił wtedy artystę do Niemiec, lecz wyjazd stał się możliwy dopiero po przemianach ustrojowych w Polsce, w latach 90-tych. W Niemczech, dzięki pomocy gospodarza, uczestniczył w wystawach: Boże Narodzenie w sztuce (1992) oraz Figury Zamkowe (1998). Wykonał również na jego zmówienie artystyczną oprawę ogrodowej fontanny (1994). W tym roku wziął udział we wspomnianym już plenerze "Arka Noego" w domu Wichmanna w Keiserslautern. Zaproszono pięciu artystów z Niemiec i dwóch z Polski, oprócz

A. Majerskiego, malarza Wiesława Mamaka, którego twórczość wypływa z podobnych inspiracji. Współpraca 7 artystów dała oryginalne efekty - motyw biblijny wyrażony został w malarstwie, rzeźbie, a nawet w ceramice.

Aleksandra Majerskiego łączy przyjaźń z Hanzem Grussem, Niemcem o polskich korzeniach, działaczem Towarzystwa Niemiecko-Polskiego. To on zaproponował artyście udział w wystawach zbiorowych w Mannheim w 2001 roku ("Kształt uczucia", ekspozycja połączona z malarstwem W. Mamaka) oraz w Heidelbergu w 2002 roku. Ten kontakt ze środowiskiem niemieckim jest dla artysty bardzo cenny. Pozwala mu zaistnieć na Zachodzie, zdobyć uznanie prywatnych kolekcjonerów, a przede wszystkim - daje szansę własnego rozwoju.

W dorobku życiowym są takie osiągnięcia, które wspomina się ze szczególnym sentymentem. Dla A. Majerskiego jest nim przygotowanie oprawy w formie płaskorzeźby do albumu Piety Limanowskiej ze zdjęciami profesora J. Staniszewskiego. Prezent ten został podarowany Papieżowi Janowi Pawłowi II podczas limanowskiej pielgrzymki do Watykanu. Obecnie znajduje się w Bibliotece Watykańskiej.



Rzeźba stanowi dla p. Majerskiego bardzo ważną dziedzinę życia. Swój wolny czas spędza w pracowni w Dworku Marsów. Pozostałe chwile dzieli między szkołę i rodzinę. Nauczycielstwo - jak sam mówi - ma we krwi, odziedziczył je po rodzicach. Pierwsze lata życia upłynęły mu w szkołach: w Żywcu i w Krauszowie, gdzie ojciec był kierownikiem.

Od początku swej pracy związany jest z ZSME. I choć lubi swój zawód, teraz oczekuje już odejścia na emeryturę, aby móc poświęcić się pełniej swej pasji.

Dumą napawają go sukcesy dzieci. Najstarsza córka, Elżbieta, ukończyła z wyróżnieniem Politechnikę Krakowską, obecnie podjęła studia podyplomowe. Starszy syn, Tomasz, studiuje historię sztuki na KUL-u oraz zdobył wicemistrzostwo Polski w Taekwondo. Najmłodszy syn uczęszcza do gimnazjum, a jego pasją stały się komputery. Żadne z dzieci p. Majerskiego nie przejawia zainteresowań własną twórczością. Być może wrażliwość wyniesiona z domu rodzinnego oraz umiłowanie sztuki skierują Tomasza ku malarstwu... Wszak talent ojca dojrzał pomału, a uwidocznił się po trzydziestce...

Ilona Machowicz-Jurowicz

Dziękuję Panu Aleksandrowi Majerskiemu za rozmowę i życzę odkrywania wciąż nowych motywów i form wyrazu.