Józef Szymon Wroński

Galeria portretów sławnych ludzi,
których noszą nazwy limanowskie ulice cz. 10

KS. LUDWIK KOWALSKI
(1901-1983)



Tak się szczęśliwie składa, że ks. Prałata dr. Ludwika Kowalskiego, o którym chciałbym napisać parę zdań w obecnym numerze poczytnego lokalnego miesięcznika "Echa Limanowskiego", dobrze znałem. Jest ku temu niezwykła okazja, bowiem w tym roku, w październiku, minie 20 lat od śmierci zasłużonego limanowskiego Proboszcza. Nie zamierzam i tym razem pisać ani życiorysu Ks. Prałata Kowalskiego, ani próbować poddawać ocenie Jego działalności jako proboszcza, bowiem zrobili to wybornie przed dziesięcioma laty zarówno ks. Prałat Józef Poręba, jak i ks. Biskup Piotr Bednarczyk ("Mater Dolorosa", nr 2/1993). Wspominając ks. Ludwika Kowalskiego przypomniał jego życiorys i jego zasługi także Jan Uryga ("Almanach" ZL nr 3). Nie mam zamiaru również przybliżać listy prac budowlanych, jakie zostały wykonane za życia ks. Prałata Kowalskiego, gdyż można o tym przeczytać zarówno w "kwartalniku" "Mater Dolorosa" (w tym samym numerze), jak również w t. II monografii o Limanowej. Ten artykuł to raczej garść wspomnień o ks. Ludwiku Kowalskim.

Niemniej jednak gwoli przypomnienia podaję, że ks. Ludwik Kowalski urodził się 13 czerwca 1901 r. w Koszarach (parafia Łososina Górna). Po zakończeniu nauki w szkole powszechnej uczęszczał do gimnazjum w Małym Seminarium w Tarnowie. W 1922 r. zdał egzamin dojrzałości i wstąpił do Seminarium Duchownego (także w tym mieście), gdzie 29 czerwca 1926 r. z rąk bp. Leona Wałęgi otrzymał święcenia kapłańskie. W 1937 r. uzyskał stopień magistra z zakresu teologii na słynnym lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza, a w roku 1952 stopień doktora na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Pracował jako wikariusz, a następnie katecheta w Grybowie, Bochni oraz jako proboszcz w Wierzchosławicach, gdzie w 1945 r. przypadło mu w udziale organizować pogrzeb Wincentego Witosa - przywódcy chłopskiego i trzykrotnego premiera Polski. 30 stycznia 1947 r. został mianowany proboszczem w Limanowej i tę odpowiedzialną funkcję pełnił do 25 czerwca 1979 r., a więc przez trzydzieści dwa lata. Jego proboszczowanie przypadło na niezwykle trudny okres w Polsce - walki władzy komunistycznej z religią i Kościołem, a parafia limanowska jako ośrodek kultu maryjnego była przedmiotem szczególnych ataków ideologii ateistycznej (Ks. Józef Poręba, "Mater Dolorosa").

Ks. dr Ludwik Kowalski, to postać zaiste niezwykła. Już z tego krótkiego przypomnienia najważniejszych dat z curriculum vitae widać wyraźnie, że jego pasją życiową, oprócz obowiązków duszpasterskich, katechetycznych i kapłańskich, była nauka przez wielkie N. Znana jest praca naukowa ks. Kowalskiego, którą napisał wspólnie z dyrektorem bocheńskiego Muzeum Stanisławem Fischerem pt: Żywot bł. Kingi i dzieje jej kultu, wydana w 1992 w Tarnowie. Przyczyniła się ona znacznie do ożywienia kultu Pani Sądeckiej i była z pewnością w jakimś stopniu pomocna w przygotowaniach procesu kanonizacyjnego bł. Kingi. Znana jest również przede wszystkim limanowianom rozprawa ks. Kowalskiego, zatytułowana:

Historia kultu łaskami słynącej Figury Matki Bożej Bolesnej w Limanowej, wydana w tarnowskiej Currendzie, a następnie powielona w kilkunastu egzemplarzach, by była dostępna dla większej ilości czytelników. Artykuł ów przypomniał limanowianom dzieje kultu Pani Limanowskiej i był wstępem do przygotowań Piety Limanowskiej do koronacji.

Ks. proboszcz Kowalski wspierał piszących i parających się pisarstwem, czego najlepszym dowodem jest troska o wydanie modlitewnika limanowskiego, autorstwa Marii Odziomek: Nowenna i nabożeństwo ku czci Najświętszej Marii Panny, Matki Boskiej Bolesnej, Kraków 1948. Za jego proboszczowania powstała większość pieśni do Matki Boskiej Bolesnej Limanowskiej, które są udokumentowane w Modlitewniku Limanowskim, wydanym w Krakowie w 1988 roku.

A oto garść wspomnień z moich bezpośrednich kontaktów z ks. Prałatem Ludwikiem Kowalskim oraz okruchy z jego kazań. Pierwsze bezpośrednie spotkania z ks. proboszczem Kowalskim miały miejsce w zakrystii, kiedy byłem jeszcze lektorem. Ks. proboszcz pytał mnie wówczas, co robię, czym się zajmuję i czym się interesuję. I wówczas ten Kapłan, który wydawał mi się początkowo - na pierwszy rzut oka tak niedostępny, stawał się niemal w mgnieniu oka jak najbardziej dostępny i bezpośredni. I z tych spotkań płynęła już pierwsza poważna lekcja dla młodego człowieka: nie oceniaj pochopnie i za wcześnie!. Chodząc do szkoły muzycznej, zostałem zaangażowany do Młodzieżowego Zespołu Muzycznego, prowadzonego przez Mieczysława Mordarskiego jun. Trzeba jasno powiedzieć, że muzyka, którą wówczas graliśmy, była nad wyraz nowoczesna. Przygotowywaliśmy utwory, które miały być wykonywane podczas Mszy św. zwanej popularnie big beatową. Niemal wszyscy sceptycy twierdzili jednogłośnie, że to wykluczone, abyśmy mogli zagrać te utwory w limanowskim kościele przy konserwatywnym (sic!) ks. Kowalskim. No i cóż! Zagraliśmy na młodzieżowej Mszy św. o godzinie 9 i to nie raz! A więc pytam się, konserwatywny czy nowoczesny? I odpowiadam pospiesznie, ani to, ani tamto, a jedynie wielki realista... . Wielki realizm ks. proboszcza Kowalskiego ujawniał się w codziennym działaniu. Kiedy władze komunistyczne organizowały imprezy na Rynku czy Na Siwym Brzegu, pomyślane jako kontrpropozycje do nabożeństw odprawianych podczas Wielkiego Odpustu Limanowskiego, na które - co poniektórzy mówili, że "spędzano" młodzież, ks. Kowalski nie prowadził wojny podjazdowej z tym tzw. spędami, lecz patrząc przez pryzmat pozytywnych zjawisk, mawiał: Jeśli przyjdą na tę imprezę, to po jej zakończeniu przyjdą także do kościoła. Była to otwarta postawa dla dobra Kościoła i całego społeczeństwa limanowskiego. Wierzył, jak z tego widać wyraźnie, w mocne podstawy etyczne i głębokie zakorzenienie w wierze i dobre wychowanie młodzieży przez rodziców, czemu często dawał wyraz w kazaniach i przemówieniach. Zapamiętałem jedno takie przemówienie ze spotkania opłatkowego ze studentami na plebanii limanowskiej. Trzeba przypomnieć, iż wówczas dzięki ks. katechecie (obecnemu Prałatowi i Proboszczowi) Józefowi Porębie - energicznemu i nad wyraz otwartemu na nowe tworzące się w łonie Kościoła formacje młodzieżowe, z inicjatywy ówczesnego studenta prawa - Stanisława Rakoczego, zaczęły się odbywać spotkania studentów limanowskich. Miały one miejsce co najmniej dwa razy do roku (na święta Bożego Narodzenia - opłatek i Wielkiej Nocy - studencka Droga Krzyżowa). Podczas jednego z takich spotkań opłatkowych ks. proboszcz Kowalski tak mówił: Pewnego razu nad lesistą okolicą zapanował mrok i rozszalała się ogromna burza. Pioruny uderzały w drzewa, łamiąc je, pozostawiając zgliszcza i wiatrołomy. Ostał się jedynie potężny dąb, zakorzeniony głęboko w ziemię, mimo iż i on był miotany szturmami i wichrami; ostał się - nie dał się wykorzenić. Takie kazanie zapadało głęboko w serce niejednego młodego człowieka - studenta. Było dobrym aktualnym komentarzem do zastanej sytuacji a zarazem wskazaniem drogi, jak należy wychowywać młode pokolenia, na co należy kłaść główny nacisk.

Wychowanie dziecka jest wspólną rodzicielską powinnością, mawiał często ks. Kowalski. Dlatego w kazaniach zwracał baczną uwagę na to zagadnienie. Toteż napominał ojców, mówiąc: A ojciec, zamiast pomóc matce dziecka wychowywać, to copke na głowe i do baru.

Te powiedzenia ks. Kowalskiego urastały niemal do złotych myśli. Jedną z nich było już słynne powiedzenie: frajda bo religia. Temu zasłyszanemu powiedzeniu dawał ks. Prałat odpór w kazaniu, napominając rodziców, by zwracali uwagę dzieci, że religia to nie frajda, lecz dalszy ciąg nauki, tylko, niestety, poza budynkiem szkolnym. Takie to były czasy i takie to były nowe wyzwania, którym trzeba było sprostać, a ks. proboszcz dawał im odpór i przeciwstawiał się złu w swoich kazaniach i przemyśleniach. Umiał o tych problemach mówić, nie uprawiał strusiej polityki. Ponadto ks. Kowalski dawał dobre rady. A oto jedna z nich: Idąc kiedyś z pogrzebem, ktoś powiedział: nie chodźmy tędy, ino tamtędy. A dlaczego, zapytał ks. proboszcz, bo nie puszczą, usłyszał odpowiedź. I tu rada ks. Proboszcza. A poczekaj że ty .....! Przyjdą spychy i rozwalą Ci tę budę, w której mieszkasz i słówkiem nie piśniesz! W tej przestrodze chodziło ks. Kowalskiemu o to przede wszystkim, aby Polacy trzymali się razem, by nie wadzili się o przysłowiowe głupstwo, by żyli po sąsiedzku dobrze, by nie procesowali się o miedzę, bo jest to (nasza wada narodowa, ale i) woda na młyn władzy, która postępuje według starej wypróbowanej zasady: Dziel i rządź! Władza ciśnie i uwiera, a Polacy w dodatku toczą jeszcze waśnie między sobą, a to nie tworzy ani dobrego klimatu, ani wspólnoty. To ohydne, to wstrętne.

W tamtych trudnych komunistycznych czasach trzeba było posługiwać się językiem przenośni, językiem metafory. Ks. Kowalski robił to wybornie. Trafiał w ten sposób do wyobraźni zarówno star(sz)ych, jak i młod(sz)ych. Kiedyś zastałem limanowskiego proboszcza siedzącego na ławeczce pod "ministerialną" lipą na placu przykościelnym. Na moje zachwyty, że miasto pięknieje, a Rynek się przebudowuje, dał mi kolejną lekcję mądrego - trzeźwego i realistycznego patrzenia na sprawy wychowania, opowiadając mi sensowną dykteryjkę: Otóż w limanowskim szpitalu rodzi się dziecko. Lekarz stwierdza wadę noworodka. Proszę Pana - mówi do ojca - dziecko urodziło się z wadą. Na co zatroskany ojciec noworodka pyta: Panie Doktorze, a kręgosłup ma? Kręgosłup to wielka sprawa dla każdego człowieka. A w tamtych czasach, kiedy tyle ludzi miało potrzaskane, połamane, poprzetrącane kręgosłupy w sensie ideologicznym i moralnym, była to zatem sprawa pierwszorzędna i nadal nią pozostaje.


Otoczenie kościoła w Limanowej w okresie koronacji limanowskiej Piety

Dziś wiemy, że słowo się zdewaluowało. Albowiem, ile to już przemówień, referatów, ale też i kazań wysłuchaliśmy w swoim życiu i pozostały w pamięci jedynie te, które głęboko zapadły w nasze serca lub oddziałały przemożnie na naszą wyobraźnię. Słowo nie ma już tak wielkiej siły oddziaływania w obecnych czasach, jak miało kiedyś. Widać to najlepiej w tej epoce obrazkowej i edukacji wizualnej - po wielkich billboardach i plakatach, gdzie zamiast słowa króluje obraz. O tym wiedział doskonale ks. dr Kowalski, dlatego też często do wiernych przemawiał językiem sugestywnym, językiem obrazu. Na zakończenie starego roku zaczął swoje "pożegnalne" kazanie tak mówić: Pewnego razu, idąc krętą, wyboistą drogą stary styrany wiekiem człowiek, pochylony, obolały, z workiem na plecach spotyka małe rezolutne dziecko....w białych szatach, pięknie ubrane... . W słuchaczu rośnie napięcie - zainteresowanie, wsłuchuje się w interesującą opowieść i powoli próbuje odgadnąć, kto to ci ludzie... i w końcu znajduje odpowiedź, kto to ten zagadkowy starzec i niewinne dziecko: ks. Kowalski mówi po prostu o Starym Roku, niosącym bagaż przeżyć i cierpień, który spotyka Nowy Rok. Takich przykładów można by mnożyć.


Uroczystość koronacji Limanowskiej Piety - 11.09.1966r.

Na zakończenie przytoczę jeszcze jeden przykład, świadczący o otwartej i aprobującej postawie ks. Kowalskiego względem człowieka. Gdy jeden ze studentów podczas spotkania opłatkowego zapytał ks. Kowalskiego, co robić, gdy człowiek zaśpi i nie ma czasu, by zmówić nabożnie modlitwę poranną na klęczkach, ks. Prałat odparł. Człowieku! Idziesz na uczelnię i odmawiasz pacierz po drodze. Pan Bóg nie wymaga przecież jedynie postawy klęczącej przy pacierzu. Tak, to prawda, potwierdzają to przecież pielgrzymki - wielkie rekolekcje w drodze.

Tak to ks. Prałat Ludwik Kowalski miał wieloraki wpływ na kształtowanie sumień i charakterów limanowian. Pozostał w naszej pamięci jako pracowity, ofiarny, gorliwy i sumienny w swojej pracy kapłańskiej, świetny kaznodzieja, talent organizacyjny i to nie tylko w pracach budowlanych. Miał dar przekonywania i umiejętność przełamywania wielorakich trudności. Wielki czciciel Matki Boskiej. Doprowadził do koronacji Piety limanowskiej. Doczekał się również (re)koronacji Piety limanowskiej przez Ojca Świętego Jana Pawła II, której 20-rocznicę również w tym roku przeżywamy. Taki to był nasz Proboszcz ks. Prałat Ludwik Kowalski - kochany przez parafian, lubiany i doceniany przez młodzież.

Ks. Prałat Ludwik Kowalski zmarł 18 października 1983 r i spoczywa na limanowskim cmentarzu, a na jego grobie czytamy: W życiu i w śmierci należymy do Pana - Matko Bolesna, prowadź nas do Boga. To maksyma życiowa Ks. Kowalskiego, jaką się kierował w swoim długim i zasłużonym życiu i którą pozostawił nam, jako dewizę, pragnąc, abyśmy się nią również kierowali w naszym codziennym postępowaniu.

Fotografie pochodzą z prywatnych archiwów.