Galeria Tadeusza Ociepki

Już siódmy raz w tym roku spotykamy się na łamach naszego pisma w Galerii Tadeusza Ociepki (Echo Limanowskie: nr 101-107), oglądając wspólnie zdjęcia Jego prac plastycznych i snując wspomnienia o dawnej Limanowej oraz jej mieszkańcach, a także kontemplując piękno naszej Ziemi Limanowskiej. W naszym mieście mój ojciec - mimo właściwej sobie skromności - był chyba bardziej znany z szerokiej działalności społeczno-zawodowej, która to pochłaniała Go prawie bez reszty. Twórczość artystyczna była Jego drugą pasją. Dawała limanowianom znać o sobie, gdy wystawiał swoje obrazy, lub gdy wędrował ze szkicownikiem, a czasem sztalugami w "poszukiwaniu" wrażeń artystycznych... i tematów swoich prac.

Jednak otaczająca artystę przestrzeń - najbliższe otoczenie także znajdowały miejsce w Jego twórczości. Bliską sercu, "rodzinną" ulicę uważał za najpiękniejszą w Limanowej i najbardziej oryginalną ze względu na charakterystyczne zakręty, rzeźbę terenu, różnorodność drzew, a przede wszystkim na architekturę starych i nowych domów. Wielokrotnie więc zasiadał do jej malowania, wybierając różne pory roku i dnia. Frapowały go też poszczególne domy naszych sąsiadów z ich ogrodami i im także poświęcał swoją twórczą uwagę.

Ten obszar twórczości ojca jest mniej znany, dlatego tym razem proponuję, byśmy obejrzeli obrazy powstałe w duchu jednego tytułu.


Ulica artysty

Przyglądając się zdjęciom obrazów, domyślamy się, o którą ulicę limanowską chodzi... To dzisiejsza ulica Matki Boskiej Bolesnej, a wcześniej Władysława Orkana.

Na wewnętrznej stronie okładki - str. 2 wydrukowane zostały w wersji kolorowej dwa obrazy, na których artysta uwiecznił swoją ukochaną ulicę. Prześledźmy, w jaki sposób "zaaranżował" jej romantyczną atmosferę w obrazie olejnym (il. 1). Oto późny wieczór w lecie. Szmaragdowe zielenie, szafiry i fiolety prawie zdominowały kolorystykę obrazu, podkreślając jego bajkowy nastrój, a ciemne sylwety groźnie wyglądających o tej porze limb wraz z cieniami podniosły potęgę jego dramatyzmu. Mimo stonowanej przez ciemne - zimne barwy przestrzeni, dostrzegamy bujność krzewów i drzew. Całość obrazu rozwesela rozjaśnione niebo nad miastem, "ocieplone" światłami lamp, których blask "kładzie" się delikatnie na dachach kina i okolicznych domów.


Na znajdującym się poniżej obrazie, wykonanym kredkami pastelowymi (il. 2) oglądamy ulicę w tym samym ujęciu, ale w nowej "szacie". Teraz zdobi ją pierwszy śnieg, który dzięki słońcu na krótko przykrył jej jesienny koloryt... Mimo przewagi szafirów, błękitów i bieli - barw zimnych, artysta wydobył, używając żółci ciepły klimat tej scenerii i "wyczarował" następny bardzo oryginalny portret swojej ulicy.

Dopiero na następnym obrazie, także wykonanym kredkami pastelowymi ojciec "pokaże" nam prawdziwą zimę (il. 3).


Na ulicy jest pusto, panuje mroźna zamieć! "Ciężkie" niebo z pędzącymi chmurami

i wirujący na mocnym wietrze śnieg nadają obrazowi dynamikę. Udało się ją osiągnąć za sprawą faktury obrazu, którą tworzą kreski i utworzone z nich płaszczyzny, kładzione na tekturę w różnych kierunkach. Ograniczenie palety do czerni, szarości, szarych błękitów po biel czyli zastosowanie przez artystę monochromatycznej kolorystyki, spowodowało wrażenie chłodu, przyczyniając się do osiągnięcia dramaturgii obrazu.


Kolejny pejzaż ulicy artysty to obraz olejny namalowany w zimie z okna naszej kuchni, a przestawiający dom państwa Biedów (il. 4). Celowo ojciec wybrał tę porę roku do namalowania kolejnego portretu otoczenia, ponieważ wtedy drzewa pozbawione liści bardziej odsłaniały dom naszych sąsiadów i w swym oryginalnym układzie dominowały w sposób widoczny nad całością kompozycji. Zawarł w nim nastrój zimowego popołudnia jakże ciepłego

w porównaniu z aurą poprzedniego obrazu: śnieg w słońcu ma tu kolor biało-żółty i różowy, a kora wierzb - ciepłej zieleni. Długie cienie na śniegu przybierają ciepłe odcienie fioletu i niebieskiego. Budynek w kolorze piernika "złoci" się w słońcu. Ukośne podziały terenu dodają atrakcyjności kompozycji oraz "znaczą" plany, które "pomogły" artyście w osiągnięciu iluzji przestrzeni na jego płaszczyźnie.

Któregoś roku inna pora "zmusiła" ojca by znowu zasiadł na werandzie naszego domu do rysowania ulubionej ulicy (il. 5). Rzeczywiście widok z niej i tym razem był niezwykły, ponieważ wiosną, po deszczu ulica sprawiała wrażenie całkowicie odmienionej. Odbijało się w niej niebo, a "nowa" zieleń była tak delikatna, że można by ją porównać do kolorowego puchu. Przygotowawszy suche pastele


i tekturę z granatowo-szarym podkładem wykonanym temperami, artysta zrobił jakby z pamięci szkic i pokrył płaszczyzny kolorami, a na koniec użył fiksatywy do utrwalenia pasteli. I tak powstawały kolejne obrazy ulicy artysty - na początku było zawsze odkrycie: teraz wygląda jeszcze piękniej!

Kończy się już prezentacja najbliższego otoczenia T. Ociepki w jego obrazach. Na podsumowanie popatrzmy jeszcze na Jego dom rodzinny, który przedstawia obraz wykonany technikami mieszanymi - kredki pastele i farby olejne (il. 6). Tak jak swoją ulicę ojciec malował ten dom wiele razy, pokazując, jak z czasem zmienia się jego wygląd i otoczenie.


W latach sześćdziesiątych stał przy nim kiosk spożywczy, który jest widoczny na obrazie. Stałe elementy jego otoczenia (stary dąb, wierzby oraz bzy) także znalazły na obrazie swe miejsce i wraz z mostem uatrakcyjniają widok. Bardzo "słoneczna" kolorystyka obrazu (pastelowe kolory), kompozycja i ekspresja sprawiły, że w oryginale szczególnie ten obraz ma oddziaływanie bardzo przyjemne a nawet orzeźwiające. Może tak jest dlatego, że artysta zawarł w nim najmilsze wspomnienia?

Małgorzata Palińska (Ociepkówna)