"Nic, co ludzkie nie jest mi obce"
Nauka, praca i ... koronki - pasje życia profesora Jana Jeża

prof. dr hab.
inż. Jan Jeż

"Przyroda jest najdoskonalszą nauczycielką. Zostawia wszędzie znaki i informacje, dostępne dla wszystkich, a nie wyłącznie dla wybrańców. Trzeba tylko nauczyć się je rozumieć" - mówi prof. Jan Jeż, wieloletni zastępca dyrektora Instytutu Inżynierii Lądowej Politechniki Poznańskiej.

Od początku kariery naukowej zajmuje się badaniem wpływu czynników środowiskowych na budownictwo oraz określaniem przyczyn katastrof budowlanych i przyrodniczych.

Sylwetkę profesora Jeża, limanowianina z pochodzenia i zamiłowania, związanego poprzez pracę naukową z Poznaniem, przybliżył w majowym numerze "Echa" p. Stefan Bugajski. Dziś prezentujemy reportaż o jego pracy, pasjach naukowych, życiu codziennym i zainteresowaniach.

"Człowiek zbyt często prawa przyrody lekceważy i oskarża naturę o spowodowanie katastrof. Tymczasem prawa natury są niezmienne, a winę zwykle ponosi sam człowiek, który na podstawie obserwacji mógłby pewne zjawiska przewidzieć i im przeciwdziałać. Dlatego "czytania" przyrody trzeba się nauczyć, a wtedy stanie się ona naszym sprzymierzeńcem i przyjacielem" - twierdzi profesor Jeż. Miłość i szacunek do natury oraz jej odwiecznych praw wpoili mu rodzice, Zofia i Ignacy Jeżowie. Cofnijmy się zatem do lat dzieciństwa i młodości profesora, do niewielkiego domu przy ul. J. Marka 20, otoczonego ogródkiem kwiatowym.


Profesor Jan Jeż przy osuwisku w Nowym Sączu

"Najpiękniejsze na świecie miasto - Limanowa"

"Wszyscy moi studenci wiedzą, że Limanowa to najpiękniejsze na świecie miasto" - mówi profesor Jeż. Powraca tu stale, na krótkie urlopy i weekendy, w ukochanym mieście spędza z rodziną każde wakacje. Mimo iż z Poznaniem związał się od początku studiów (lata sześćdziesiąte), to czuje się tam przybyszem. W Limanowej jest jego prawdziwy dom. Wśród miejsc szczególnie drogich wymienia oprócz domu przy ul. J. Marka, otaczające miasto wzgórza, będące celem rodzinnych wędrówek oraz cmentarz, gdzie spoczywają rodzice. "Byli prostymi ludźmi, ale im jestem starszy, tym większy mam podziw dla ich mądrości życiowej, znajomości przyrody i umiejętności prognozowania pewnych zjawisk - choćby pogody. Moja mama posiadała ogromną mądrość, dlatego wciąż wracam do wskazówek, których mi udzielała" - wspomina.

Matka profesora żyła w łączności i harmonii z naturą, potrafiła odczytywać jej znaki. W pamięci utkwiły mu niedzielne wycieczki, odbywane wspólnie z rodzicami i bratem Tadeuszem po łąkach i lasach, kiedy mama uczyła ich nazw roślin, przekazywała wiedzę o ich właściwościach i znaczeniu. Te wiadomości stały się później podstawą badań naukowych J. Jeża z dziedziny fitogeotechniki.


Zofia i Ignacy Jeżowie - rodzice profesora na spacerze po Limanowej

Podczas nauki w I Liceum Ogólnokształcącym pojawiła się nowa, obok biologii pasja Jana Jeża - historia, zaszczepiona przez wychowawcę klasy, późniejszego dyrektora, Adama Biedronia. Kiedy jednak zwierzył mu się ze swoich planów, profesor Biedroń odradził mu studia historyczne. "Powiedział - wspomina J. Jeż - że byłbym w ciągłym konflikcie z samym sobą, gdyż oficjalne programy przemilczały lub fałszowały fakty historyczne. Dlatego też zacząłem skłaniać się ku kierunkom ścisłym. Po roku pracy w kombinacie metalurgicznym w Nowej Hucie podjąłem decyzję o rozpoczęciu studiów na Politechnice Poznańskiej. Tak daleka odległość od domu wynikała z bardzo silnej potrzeby niezależności, którą jako młody człowiek odczuwałem".


Po maturze ze swoją klasą i Wychowawcą Adamem Biedroniem
1959r. - Jan Jeż stoi 4 od lewej)

Ukończył Politechnikę Poznańską z zamiarem powrotu do Limanowej. Otrzymał jednak stanowisko na uczelni, a praca badawcza pochłonęła go tak, że stała się pasją życia.

Pogodzić inżynierię
z pasją przyrodnika

Gdy rozpoczął karierę naukową, jego teorię o wpływie środowiska przyrodniczego na budownictwo traktowano jako dziwactwo, podważające rangę badań naukowych. Wywierano na niego presję, mówiono: ?Inżynierze, macie budować Polskę, przestańcie zajmować się trawkami?. Jednakże niechęć i sceptycyzm kolegów oraz przełożonych nie zraziły profesora. Zajął się badaniem przyczyn katastrof budowlanych i ekologicznych, dokonał pionierskiego odkrycia, że powodem pękania budynków postawionych na podłożu z iłów, może stać się zbyt bliskie sąsiedztwo niektórych drzew np. topoli. "Było to w latach 70-tych" - wspomina. "Jako specjalistę w tej dziedzinie poproszono mnie, abym wyjaśnił przyczynę pękania budynku Spółdzielni Mieszkaniowej im. H. Cegielskiego, postawionego w czynie społecznym. Badając z ekipą podłoże, stwierdziliśmy naruszenie struktury gruntu. Poznań zbudowany został na iłach, niezwykle podatnych na wpływ wody. Okazało się, że grunt został nadmiernie odwodniony, co doprowadziło do jego skurczenia się i w efekcie, w wyniku ruchów podłoża, do pękania ścian. Próbowaliśmy ustalić przyczynę zmian w strukturze podłoża i wtedy odkryliśmy w nim naczynia włosowate rosnących nieopodal topoli. To one były sprawcami katastrofy. Mają bardzo duże zapotrzebowanie na wodę ok. 200 l dziennie (!), co powoduje skurcz podłoża i jego osiadanie".

Kiedy jednak Jan Jeż podzielił się swoimi spostrzeżeniami i zaproponował wycięcie drzew (rosnących też "ku czci" Polski Ludowej), uznano jego teorię za nieprawdopodobną. Historia z pękaniem ścian budynku powtórzyła się później, na szczęście w bardziej sprzyjających odkryciom profesora czasach - pod koniec lat 80-tych. Wtedy też podjęto środki zaradcze.

Takie były początki fitogeotechniki - dziedziny nauki, która wykorzystuje rośliny do oceny właściwości terenu pod względem jego przydatności do budownictwa. Najczęściej są to drzewa, ogółem profesor Jeż odkrył około 500 gatunków "mówiących" roślin, będących wskaźnikami rodzajów gruntów i warunków wodnych w podłożu budowlanym. Opisał je w swojej rozprawie habilitacyjnej pt. "Ocena właściwości geotechnicznych podłoża gruntowego na podstawie szaty roślinnej". Jako ciekawostkę wymienię kilka z nich: świerki lubią glebę wilgotną, sosna - piaszczystą i suchą (bardzo dobre podłoże do budowy), kaczeniec wskazuje na podłoże zawodnione, niekorzystne dla konstrukcji i materiałów budowlanych, dębina - grunty wrażliwe na zmiany wilgotności, na tych terenach dochodzi do kurczenia się lub pęcznienia gruntów, a w konsekwencji do uszkodzenia budynku itp.

Roślinność bardzo często wskazuje na obecność podziemnej wody. "Moje kilkuletnie doświadczenia - mówi profesor - potwierdziły nieskuteczność metody radiestezyjnej (różdżkarstwa) przy poszukiwaniu ujęć wody. Najlepiej oznaczać je na podstawie szaty roślinnej (liniowe ułożenie, obecność pewnych gatunków)".

Pomocne w oznaczaniu właściwości terenu może okazać się studiowanie dawnego lub zwyczajowego nazewnictwa np. Brzezina, Dąbrowa, wskazują na właściwą dla obszaru roślinność, a w konsekwencji ? rodzaj gleby. Jan Jeż przypomina przypadek poznańskiej ulicy Mostowej, gdzie występowało bardzo dużo pęknięć budynków. Kluczem do rozwiązania zagadki stała się właśnie nazwa - po sprawdzeniu starych map okazało się, że kiedyś w miejscu ulicy płynęła odnoga Warty, więc pobudowano kilka mostów. W dolinie rzeki były słabe torfiaste grunty - stąd uszkodzenia budynków ustawionych na takim podłożu.

Profesor Jeż bada także przyczyny osuwisk m. in. nad Jeziorem Rożnowskim, na Pasierbieckiej Górze, w Nowym Sączu i Wielkopolsce. Zajmuje się również wpływem wiatru na niszczenie budynków i samopoczucie ich mieszkańców. Zaleca przed sporządzeniem planu skontrolować "różę wiatrów" na tym terenie.

Dzięki znajomości uwarunkowań środowiskowych i obserwacji przyrody można, zdaniem profesora Jeża, przewidywać katastrofy budowlane i ekologiczne, a także im zapobiegać. Można budować bezpiecznie, przy dużej gwarancji stabilności obiektu. Te umiejętności stara się przekazać studentom, podczas wykładów z przedmiotu: Przyrodnicze aspekty bezpiecznego budownictwa. Jest także autorem podręcznika akademickiego o tym samym tytule.

Obecnie dziedzina, którą zajmuje się profesor, zdobywa sobie coraz więcej zwolenników. W zakresie tych zagadnień jest autorem 80 publikacji, promotorem 50 prac magisterskich, 2 obronionych prac doktorskich i 5 realizowanych przewodów doktorskich. Jego teorie są popularyzowane w prasie, uwzględnia się je także w programach innych polskich uczelni technicznych. Mają również zastosowanie praktyczne - w Polsce istnieje już duże grono ekspertów, do których można się zwrócić o fachową konsultację przed podjęciem decyzji o budowie domu.

Anioł... w profesorskiej todze

"...Są jeszcze ciągle wśród nas anioły i choć wprawdzie nie mają żadnych skrzydeł, to ich serce jest bezpiecznym portem. I właśnie obecność takich osób na świecie jak p. prof. Jeż pozwala mi wierzyć w te słowa. Gdyby każdy człowiek potrafił tak doskonale odnaleźć się w tym, co robi, świat byłby pewnie pełen szczęśliwych ludzi" - przytoczone słowa jednej ze studentek charakteryzują profesora Jeża jako wykładowcę idealnego.


Grafika wykonana przez studentów IV roku architektury
1995/1996r.

Uczniowie podkreślają jego życzliwość, wyrozumiałość, wysokie kompetencje oraz interesujący sposób prowadzenia zajęć. Profesor często korzysta ze slajdów, "wszystkie zagadnienia techniczne są na nich wzbogacone rysunkami, które łączą formę komiksu, a czasem nawet karykatury z elementami technicznymi. Czyż nie jest przyjemniej oglądać tego typu pomysłowe ilustracje zamiast "suchych", przepisanych z książki wzorów" - wypowiada się student IV roku Budownictwa Politechniki Poznańskiej. Wspólnie z synem Tomaszem, doktorantem PP, któremu zamierza przekazać schedę, profesor opracowuje podręcznik akademicki w formie komiksowej "kartek z elementarza". Twierdzi, że taki przekaz lepiej dociera do studentów i skuteczniej pozwala przyswoić im wiedzę. Jednakże za największą zasługę profesora Jeża przyszli inżynierowie uznają stworzenie BSE czyli Bezstresowego Systemu Egzaminacyjnego.

Warto również wspomnieć o jego sposobie na "opornych" studentów. Profesor daje im szansę rehabilitacji poprzez pracę przy zakładaniu klombów dookoła Politechniki. Zleca zakup roślin, pokazuje miejsca, gdzie należy je posadzić, a następnie sprawdza, czy "ogrodnik" właściwie się nimi opiekuje. W ten sposób Politechnika Poznańska staje się najbardziej ukwieconą uczelnią w Polsce.

Kwiaty, góry i... koronki

W wolnych chwilach profesor Jeż zajmuje się hodowlą kwiatów. Oprócz wspomnianych już kwietników przy Politechnice Poznańskiej, zakłada ogrody i zieleńce na osiedlach miejskich. W Limanowej, koło swojego rodzinnego domu stworzył unikatowy, skalny ogród roślin alpejskich. Miłość do przyrody i zainteresowania geotechniczne zaszczepił synom. Wspomniany już Tomasz pisze obecnie rozprawę doktorską, dotyczącą wpływu czynników przyrodniczych na stabilność obiektu budowlanego. Młodszy syn, Jacek, ukończył właśnie studia matematyczne na Uniwersytecie Poznańskim, kończy również studia na kierunku budownictwo na Politechnice Poznańskiej. Najmłodszy, Wojciech, pracuje i zamierza studiować.

Cała rodzina odczuwa silną więź z Limanową, a nawet żona profesora, Mirosława, rodem z Poznania, za prawdziwy dom uznaje ten przy ul. J. Marka. Tradycją rodzinną stały się też wspólne wędrówki po górach: Tatrach, Pieninach i Beskidach.

Portret profesora Jeża nie byłby wierny, gdybym pominęła jego bardzo oryginalną pasję, a mianowicie koronki (!). Wygrał ogólnopolski konkurs w zakresie koronki artystycznej - frywolitki. Był jedynym mężczyzną wśród 30 finalistek tego konkursu. Do podjęcia tak nietypowej dla mężczyzny twórczości skłonił go stan zdrowia. Podczas pobytu w szpitalu po przebytym zawale serca, znużony bezczynnością, zajął się robótkami ręcznymi "od pielęgniarek nauczył się haftu. Później przyszła kolej na frywolitki; robiła je limanowianka p. Michalina Kurtycz, którą poprosił o nauczenie go tej sztuki. "Pani Michalina chyba nie wierzyła w szczerość moich pragnień" - opowiada profesor. "Robiła wszystko, aby mnie zniechęcić, ale właśnie to skłoniło mnie do podjęcia trudu. Przeczytałem fachowe książki, sam zrobiłem czółenka i po kilku miesiącach prób opanowałem technikę wiązania węzełków, stanowiącą podstawę tej sztuki. Ponieważ jestem inżynierem, łatwo było mi projektować wzory ? w moich pracach nie ma dwóch powtarzających się konstrukcji".

Niepowtarzalność wzorów, misterna robota i piękne motywy czerpane z natury, zastosowanie kolorowej i białej nici (są dwie szkoły frywolitek: wiedeńska, dopuszczająca użycie nici kolorowej i francuska - oparta na nici białej), czynią z koronek profesora arcydzieła. Samemu ich twórcy dają wiele satysfakcji i radości (z francuskiego "frywolitka" oznacza właśnie - dająca radość).

***

Profesor Jan Jeż żyje w jedności z naturą. Wewnętrzna harmonia, spokój i pogoda ducha, wrażliwość, bezinteresowność widoczna choćby w służeniu fachowymi ekspertyzami na Limanowszczyźnie, wreszcie ogromna życzliwość - czynią go przyjacielem całego świata. Praca oraz rodzina - to dwie najważniejsze wartości jego życia. Odkrył prawdziwą mądrość, która pozwala mu osiągnąć szczęście.

Dziękuję Panu Profesorowi Janowi Jeżowi za serdeczna rozmowę, a Panu Stefanowi Bugajskiemu - za udostępnienie przydatnych przy pisaniu artykułu materiałów.

Ilona Machowicz-Jurowicz