Limanowskie pejzaże

Na poprzednim spotkaniu w Galerii Tadeusza Ociepki prezentowaliśmy portrety limanowian, które zajmują ważne miejsce w Jego artystycznej twórczości nie tylko ze względu na ich historyczny charakter... O ich zestawieniu zadecydowała wtedy możliwość pokazania różnych odmian rysunku na papierze jako techniki plastycznej, tak chętnie stosowanej przez mojego ojca malarza.

"Rysunek jawi się jako źródło i dusza wszystkich rodzajów plastyki..." - twierdził Michał Anioł Buonarroti (1475-1564) - malarz, rzeźbiarz, poeta, architekt.
Pozostańmy więc i tym razem wśród zapełnionych rysunkami artysty teczek, bloków i szkicowników.
Dzisiaj na pożółkłym papierze ukazują się naszym oczom pejzaże pełne drzew, pól, łąk i kwiatów - z górami, domami, rzeką, drogą...
Rozpoznajemy zapomniane miejsca i odkrywamy te, kojarzące się z rzeczywistością - z nowym obliczem Limanowej.
Wybrane przez nas pejzaże składają się w pewną całość rysunkowej opowieści, która być może pozwoli nam wybrać się w wyobraźni na letni spacer z artystą Jego ulubioną trasą: z domu rodzinnego w stronę Mordarki - w okolicę Kaplicy Łaski.

Ojciec czeka na nas i pośpiesza: chodźmy, bo będzie mało czasu! Trzeba pamiętać, że spacer z Nim to marsz i... postoje.
Zabrał ze sobą blok z twardą podkładką i specjalnymi spinaczami do papieru, składany stołeczek, a do kieszeni spodni wrzucił tylko ulubiony ołówek automatyczny tzw. Kubusia, w którym zamiast sztyftu grafitowego "zainstalował" kredkę negro.
W okolicy lipowej alei i Kaplicy Łaski opuszczamy drogę asfaltową, kierując się w dół drogą boczną - w stronę Potoku Mordarka. Mijamy stary dom rodziny Biedroniów i przed nami pojawia się widok tak urozmaicony, że zgodnie postanawiamy się zatrzymać, by nacieszyć nim oczy.

Nad potokiem, w słońcu stoi mały domek... I chociaż już dawno znikły z domów słomiane strzechy i coraz rzadziej spotykamy drewniane stodoły, to właśnie tutaj taki pejzaż artysta nam pokazuje [il. 1]. Rysuje z czułością i świadomością, że oglądamy ostatnie okazy starej architektury drewnianej.


Rysunek ten jest świetnym przykładem zróżnicowania charakteru kreski jako sposobu przedstawienia przestrzeni na płaszczyźnie obrazu, czego efektem są uzyskane na nim plany - bliższy i dalszy.
Żywą i ciemną kreską artysta podkreślił charakterystyczny zagon słoneczników i drogę, a jasną i delikatną zaznaczył płaszczyzny słomy na dachu domu, jego drewniane belki i drzwi. Mocny kontur dachu zwraca uwagę na jego pochylenie...
Stodoła i otaczające ją drzewa są mniej wyraźne, bo ojciec mniej zróżnicował kreskę, określając kształty drugiego planu.
Wystarczy się tylko odwrócić, by zauważyć następny oryginalny element tego niezwykłego miejsca.
Oto stara kładka przerzucona nad Potokiem Mordarka "jaśnieje" w słońcu dostojnie nad ciemną tonią wody... [il. 2]


Tym razem artysta sięga po inny sposób wydobycia głębi w obrazie - stosuje światłocień i tu dla rysownika tłusta kredka negro okazuje się bardzo pomocna. Delikatną, jasną linią zaznaczył "słońce" tylko na niektórych konarach drzew i na pełnych liści gałęziach. W ten sam sposób "oświetlił" prawy brzeg, zaś samą kładkę obrysował ostrym, ciemnym konturem, który wyraźnie określa jej kształt, będący efektem wykorzystania jako głównego elementu konstrukcyjnego drzewa ciętego wzdłuż.
By "cofnąć" w głąb rysunku miejsca zacienione i by określić kształty pni, ojciec użył kreski ciemnej i ciężkiej w układach różnych kierunków co wzmocniło ekspresję wypowiedzi. Obrazując wodę, pomieszał rodzaje kresek, ale "ułożył" je równolegle.
Osiągnięta w ten sposób tajemniczość skłania nas do zastanawienia się nad tym, jak ten potok płynie dalej? Jednocześnie odczuwamy radość rysowania i pasję twórczą artysty, który podkreślając piękno i oryginalność form przyrody, niezakłóconych żadnym obcym tworem, zmusza nas do refleksji nad harmonią w naturze.
Ulegamy wywołanej na widok kładki pokusie, by przejść na drugi brzeg i przy okazji pohuśtać się nad wodą...
Dalej czeka na nas niespodzianka: upragniony chłód!
Swobodnie więc i bez specjalnego wysiłku kierujemy się drogą w górę. Na zakręcie zaskakuje nas i wręcz oślepia niespodziany widok ostro oświetlonej przez słońce ściany drzew, które przypominają scenografię wyłaniającą się zza teatralnej kurtyny...
Artysta rysuje teraz zamaszyście, jakby nabrał nowych sił, a pod Jego opartą na papierze dłonią, kredka zaczyna się rozmazywać - to jej dodatkowa właściwość. Dzięki niej można przyciemnić pierwszy plan, na którym dostrzegamy - tylko bardzo ciemne sylwety drzew i profil rzeźby terenu [il. 3]. Rzadkie bliki "przedzierającego" się słońca rozświetlają drogę, zwiększając plastykę obrazu.


Ojciec stara się wydobyć dramaturgię tego miejsca. Drugi plan oszczędnie zaznaczył miękkimi, jasnymi liniami, delikatnie wplatając mocniejsze akcenty.
W obrębie pierwszego planu z siłą przyciska kredkę do papieru, uzyskując najgłębsze "odcienie czerni", a tym samym -ostry kontrast między planami. Stosuje więc następny sposób osiągnięcia iluzji przestrzeni na płaszczyźnie obrazu, wspomagając go innymi: zróżnicowaniem opracowania szczegółów i proporcji.
Opuszczamy "magiczny" zakręt i jesteśmy nadal w słońcu. Otacza nas rozległa panorama łąk i pól, na których dostrzegamy pochylone mendle. Chociaż zapowiadają koniec lata, co niektórych zasmuca, ojciec jak zwykle zachwyca się nimi i już je rysuje!
Powstał rysunek prosty i oszczędny w swej formie. Ma jednak w sobie urok niezwykłości, ponieważ artysta posłużył się tutaj zderzeniem przeciwieństw - teraz ciemna ściana drzew tworzy tło (drugi plan), "pomagając" wydobyć nieregularne kształty snopów zboża na pierwszym planie [il. 4].


Wdzięk kompozycji oraz sposób uzyskania głębi dzięki zastosowaniu perspektywy zbieżnej, obrazują szerszy zamysł artystyczny: ten prosty układ w przestrzeni to charakterystyczny motyw polskiego krajobrazu.
Ekspresja rysunku sprawia wrażenie, że tym razem kredka sama rysowała, bawiąc się kreską raz długą i ostrą, raz tak krótką i tępą, że prawie jest punktem, a innym razem kreską zmienną, mocną, przechodzącą w ledwo widoczną i lekką, niemalże "rozpływającą" się na papierze.
Długie cienie mendli "ciężko" kładą się na ściernisku, co wzbogaca fakturę rysunku. Dla nas jest to znak późnego popołudnia. Pora wracać!
Ten wyimaginowany spacer uświadomił nam, że urok dzieła polega na czymś innym niż wierność naturze. Wywołanie właściwego wrażenia, nastroju i tonu sceny to jego zadanie!

Małgorzata Palińska
(Ociepkówna)