"Canticum Iubilaeum" czyli radość śpiewania...


Rozmowa z Markiem Michalikiem, organistą limanowskiej Bazyliki Matki Boskiej Bolesnej, dyrygentem chóru mieszanego "Canticum Iubilaeum"


Natalia Sukiennik: Mieszka Pan w Limanowej zaledwie od kilku lat i w tym regionie jest Pan już osobą znaną, lubianą i szanowaną. Jak zaczęła się "przygoda" z naszym miasteczkiem?

Marek Michalik: W 1997 roku grałem na organach w tutejszej Bazylice mój dyplom kończący studia wyższe. Jak wiadomo kościół posiada świetny instrument z trzema manuałami i pięćdziesięcioma głosami organowymi. Wcześniej, mieszkając jeszcze w Cieniawie, bywałem na corocznym limanowskim odpuście wrześniowym. Dowiedziawszy się o możliwości pracy na stanowisku organisty w Limanowej, zdecydowałem się na przyjazd. Miasto nie było mi już obce.

-Podczas Koncertu Noworocznego przygotowanego przez uczniów i nauczycieli limanowskiej Szkoły Muzycznej, który odbył się w Miejskim Ośrodku Kultury, został Pan uhonorowany Dyplomem Uznania władz miasta Limanowa za kierownictwo, pracę i sukcesy chóru mieszanego. Kiedy powstał projekt założenia chóru przy Bazylice Matki Boskiej Bolesnej, czy wcześniej interesował się Pan muzyką chóralną?

-Moja fascynacja tego rodzaju muzyką miała miejsce już na studiach, sam bowiem śpiewałem w chórze "Psalmodia Minor" pod kierownictwem Włodzimierza Siedlika. Mogłem poznać klimat muzyki chóralnej jednocześnie ją współtworząc. Otrzymując w Limanowej posadę organisty, myślałem już o poszerzeniu swojej działalności, która pozwoliłaby mi wykorzystać moje umiejętności, a zarazem nawiązać nowe kontakty, poznać ciekawych ludzi. Poza tym od dawna marzyłem o własnym chórze. Zapytałem księdza Prałata o jego opinię w tej sprawie. Uzyskując zezwolenie natychmiast zawarłem w ogłoszeniach duszpasterskich komunikat o naborze ochotników do nowo powstającego chóru i tak się zaczęło...

-Jak wyglądały spotkania z początkującymi chórzystami, którzy właściwie nigdy nie zajmowali się muzyką profesjonalnie?

-Pamiętam, że pierwsza próba odbyła się dokładnie 2 stycznia 1998. Zgłosiło się 15 osób. Nie zrobiłem żadnej selekcji, ponieważ uważam, że najważniejsze są chęci do śpiewania, a nie umiejętności. Pierwszy rok naszej współpracy to okres nieustannych, trudnych ćwiczeń nad emisją głosu: intonacją, barwą brzmienia i dykcją. Musieliśmy zacząć od podstaw. Spotykaliśmy się dwa razy na tydzień, ustaliliśmy czterogłosowy skład chóru, choć problemem był zawsze brak odpowiedniej liczby głosów basowych. Zaczęliśmy od śpiewania kolęd, gdyż akurat był to okres poświąteczny, potem dołączyliśmy do naszego skromnego jeszcze repertuaru proste pieśni religijne.

-Kiedy zaczął Pan zauważać efekty wspólnej pracy?

-Myślę, że dopiero po roku naszych spotkań, a wiązały się one z naszymi pierwszymi występami. Jesienią 1998 roku pojechaliśmy na mały koncert do Dolnego Kubina - partnerskiego miasta Limanowej. Rok później odwiedziliśmy Słowację ponownie. Naszym poważniejszym debiutem było jednak uczestnictwo w oprawie muzycznej transmitowanej przez radio Mszy Świętej w Kościele Św. Krzyża w Warszawie. To był październik 1999 roku. W drodze do Warszawy całkiem spontanicznie koncertowaliśmy dla kleryków w Seminarium Ojców Palotynów w Ołtarzewie oraz zaśpiewaliśmy w kaplicy Cudownego Obrazu w Częstochowie. Wykorzystywaliśmy każdą okazję do śpiewania. Po dwóch latach ponownie złożyliśmy wizytę w Warszawie, tym razem jednak w drodze do stolicy występowaliśmy w Bazylice św. Maksymiliana w Niepokalanowie. Dodam, że w 1999 roku w Starym Sączu śpiewając a zarazem czuwając, oczekiwaliśmy na przyjazd Ojca Świętego.

-Rozpoczęcie koncertowania to jednocześnie moment zaistnienia w "muzycznym świecie". Jakie wydarzenie uważa Pan za wasz pierwszy sukces?

-Rok 2000 przyniósł nam wielokrotne wyróżnienia, m.in. na: Ogólnopolskim Festiwalu Kolęd i Pastorałek w Myślenicach, III Gorczańskim Spotkaniu Chórów w Kamienicy oraz Diecezjalnym Festiwalu Chórów Mieszanych w Tarnowie. W tym okresie czterokrotnie śpiewaliśmy podczas Mszy Świętej w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, która była transmitowana przez telewizję. Ponadto w 2002 roku otrzymaliśmy "Srebrny Pas" na IV Małopolskim Konkursie Chórów na Zamku Królewskim w Niepołomicach. Wreszcie w grudniu ubiegłego roku pomyślnie przeszliśmy eliminacje w diecezjalnym Konkursie Kolęd i Pastorałek w Tuchowie. Był to dla nas prawdziwy sukces, ponieważ spośród 49 zespołów muzycznych tylko 5 zakwalifikowało się do Będzina na konkurs ogólnopolski, w tym 1 chór dziewczęcy i 1 mieszany.

-Tryumf czekał was jednakże dopiero 11 stycznia bieżącego roku w Będzinie. Zajęliście I miejsce w kategorii chórów mieszanych na IX Ogólnopolskim Festiwalu Kolęd i Pastorałek. Czy spodziewał się Pan tak udanego występu chóru?

-Absolutnie, to było dla nas wszystkich zupełnie nieoczekiwane, a zarazem niesamowite przeżycie. Muszę przyznać, że po ogłoszeniu werdyktu byliśmy bardzo wzruszeni. Naszym śpiewem zakończyliśmy koncert galowy festiwalu. Zaskoczenie uhonorowaniem nas przez jury festiwalu miejscem czołowym było tym większe, że druga i trzecia pozycja nie zostały przyznane.

-Każde osiągnięcie, sukces zachęca do dalszej pracy. Czy macie już konkretne plany na przyszłość?

-Naturalnie, mamy mnóstwo projektów. Po pierwsze chcemy wydać płytę, chociaż na razie musimy zebrać finanse na ten cel. Oczywiście nadal będziemy występować, korzystając z wszelkich zaproszeń i propozycji. W listopadzie zeszłego roku na naszym corocznym koncercie w dzień św. Cecylii gościliśmy moich profesorów z okresu studiów krakowskich - państwo Marię i Mariana Michurów, którzy za swoim pośrednictwem zaproponowali nam inaugurację Tynieckich Koncertów Organowych. Ponadto mamy stały kontakt z kierownikiem chóru "Sursum Corda" przy kościele Św. Krzyża w Warszawie, panem Stanisławem Kuczewskim. Myślimy również o uczestnictwie w festiwalu "Cecilianum" oraz o koncercie jubileuszowym naszego 5-letniego istnienia.

-Jaki rodzaj muzyki prezentuje repertuar chóru? Czy posiadacie swoje ulubione utwory?

- Najchętniej wykonywanym przez nas, a zarazem powiedzmy "popisowym" dziełem jest - napisana specjalnie dla naszego chóru przez pana Mieczysława Sokołowskiego - pastorałka składająca się z polskich tańców ludowych: oberka, poloneza i kujawiaka. Dużą radość sprawia nam również nasza interpretacja popularnego "Alleluja" z oratorium "Mesjasz" Haendla. Śpiewamy zazwyczaj utworki a capella w układzie czterogłosowym wszystkich muzycznych epok począwszy od kompozycji renesansowego twórcy Mikołaja Gomółki, poprzez klasyczne utwory Mozarta, skończywszy na współczesnych dziełach Józefa Świdera. Nasz pięcioletni dorobek to 120 utworów i pieśni religijnych łącznie. Muszę też wspomnieć, że przy realizacji partii solowych oraz utworów wokalno-instrumentalnych współpracowaliśmy z muzykami środowiska limanowskiego. Pamiętasz, że sama akompaniowałaś nam na organach podczas naszej pierwszej wizyty w Dolnym Kubinie. Dużą pomoc otrzymaliśmy od sióstr Agnieszki i Kasi Bieda.

-Chór nosi nazwę "Canticum Iubilaeum", czy ma ona znaczenie symboliczne?

-Tak, wspólną decyzją nadaliśmy ją naszemu chórowi w 2000 roku jubileuszowym. Łacińska nazwa "Canticum Iubileum" oznacza radość śpiewania, a to idea przewodnia naszej działalności.

-Z rozmowy z pańska żoną Janiną wywnioskowałam, że chór ma dla całej rodziny szczególne znaczenie. Jesteście zaangażowani w każde, najmniejsze nawet wydarzenie chóralne i dobrze znacie wszystkich członków chóru. Czy może Pan powiedzieć, że chórzyści są w pewien sposób ze sobą związani?

-Oczywiście, chór jest specyficzną "instytucją", w której wszyscy się znają i nikt nie jest obojętny wobec drugiej osoby. Miła atmosfera naszych prób mobilizuje do wspólnego działania i urządzania różnych imprez. Co roku przygotowujemy spotkanie opłatkowe, świętujemy dzień św. Cecylii, natomiast latem palimy ognisko. Właściwie już po roku naszych spotkań ustalił się skład stałych bywalców, około 35 osób. Chórzyści są bardzo zaangażowani sprawami organizacyjnymi, sami postarali się o uszycie pięknych strojów, w których występują. Chór to jedna rodzina, to osoby bliskie mnie, mojej żonie i dzieciom.

-Panie Marku, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zaprosić wszystkich chętnych na próby chóru oraz poprosić sponsorów, aby pomogli ukazać się jak najszybciej waszej pierwszej płycie.

-Drzwi na nasze próby są zawsze otwarte i każda nowa osoba będzie mile widziana. Jeśli zaś mowa o sponsorach to pragnę gorąco podziękować księdzu Prałatowi i kierownikom limanowskich firm za pieniężne wsparcie naszych wyjazdów. Oczywiście będziemy bardzo wdzięczni, jeśli ktoś wspomoże nas w kolejnych przedsięwzięciach. Jak wiadomo finanse to główny problem realizacji wszelkich planów.

-Czy spodziewa się Pan, że dobra passa chóru będzie trwała nadal?

-Tego nigdy nie można przewidzieć. Będziemy wykorzystywać nasze powodzenie tak długo jak tylko będzie to możliwe. Myślę, że dlatego odnosimy sukces, bo naszym priorytetem jest śpiew na Chwałę Bożą i dla własnej przyjemności. Chęć wspólnej pracy nad muzyką i wzajemne zaangażowanie to oderwanie od szarej rzeczywistości, problemów, a jednocześnie pożyteczne wykorzystanie wolnego czasu. Nigdy nie byliśmy dla nikogo konkurencją i w ogóle nie myślimy takimi kategoriami. Cieszymy się muzyką, naszymi wspólnymi kontaktami i życiem. I tak już pozostanie.

-Życzę Panu i całemu chórowi dalszej, pomyślnej działalności, sukcesów i wszystkiego, co najlepsze. Serdecznie dziękuje za rozmowę.

Natalia Sukiennik

Marek Michalik urodził się 27 II 1970 roku w Nowym Sączu. W Cieniawie - miasteczku rodzinnym spędził dzieciństwo i młodość, tu pobierał też swoje pierwsze lekcje muzyki u organisty. W latach 1990-93 odbył kurs podstawowy gry organowej pod kierunkiem Wiesława Delimata w Archidiecezjalnym Studium Organistowskim przy Instytucie Liturgicznym w Krakowie. W tym okresie wykonał służbę wojskową grając na klarnecie w orkiestrze dętej "Komandosów Czerwone Berety". Egzamin końcowy studium był zarazem egzaminem wstępnym na studia wyższe Papieskiej Akademii Teologicznej w Sekcji Muzyki Liturgicznej w Krakowie. Wyróżniająca ocena końcowa zwolniła pana Marka z kursu średniego. W trakcie studiów był organistą w parafii św. Kazimierza w Krakowie oraz w parafii św. Judy Tadeusza w Kozach koło Bielska Białej. W 1997 roku po ich ukończeniu podjął pracę w Bazylice Matki Boskiej Bolesnej w Limanowej, gdzie zajmuje stanowisko organisty do dnia dzisiejszego, prowadząc jednocześnie chór mieszany "Canticum Iubilaeum". Miła, pogodna atmosfera domowa, którą tworzy żona Jasia oraz troje dzieci Marysia, Piotruś i Agnieszka inspiruje i dopinguje pana Marka w jego pracy.