Ludzkiej życzliwości

Wywiad ze Starostą
Powiatu Limanowskiego

-panem Romanem Duchnikiem

- Jak pan przyjął wybór na starostę. Spodziewał się Pan, że zostanie zaproponowana Pańska kandydatura?

- Nie jest tajemnicą, że prace nad budową koalicji rozpoczęły się zaraz po wyborach. W trakcie naszych spotkań, jeszcze przed propozycjami personalnymi uzgodniliśmy kwestie programowe. W przyjętym dokumencie zapisaliśmy kilka istotnych spraw, w tym także kwestię naszego szpitala, którą uznaliśmy za priorytet. Dopiero później były kwestie personalne. Natomiast sam wybór przyjąłem z pokorą. Wiem, że jest to przede wszystkim służba ludziom i tak ten wybór traktuję.

- Przed drugą turą wyborów na burmistrza pojawiły się hasła: "Głosując na Czeczótkę, głosujesz na Duchnika." Jak Pan to skomentuje?

- Takich kalkulacji bynajmniej nie prowadziliśmy. Warto jednak zauważyć, że po raz pierwszy w Limanowej mieliśmy do czynienia z kampanią negatywną. Prowadzili ją niestety niektórzy ludzie sami nazywający siebie "prawicą". Stosowali jednak metody kłamstw i oszczerstw. Zapewniam, że to, co pisano o mnie i panu Czeczótce jest nieprawdą. Wyniki wyborów pokazały, że wyborcy są mądrzejsi i doskonale wiedzą, komu mogą zaufać. Do Rady na 25 mandatów weszło aż 12 osób z mojej Niezależnej Grupy Samorządowej "Zróbmy to Razem". Jako grupa więc wygraliśmy. A warto przypomnieć, że w samym mieście na jedno miejsce przypadało aż 12 kandydatów.

- Jak w tej sytuacji będzie układać się współpraca z Radą?

- Sądzę, że dobrze. Do Rady weszli ludzie doświadczeni, ambitni, rozsądni. Jestem przekonany, że wspólnie będziemy współpracować, dyskutować i wzajemnie weryfikować poglądy i stanowiska.

- Do Zarządu weszło dwóch radnych z Mszany. Starostwo dba o gminę, która kiedyś chciała się oddzielić od powiatu?

- Już w przedwyborczych założeniach nasza Grupa spisała porozumienie, w którym przyjęto, że nie ma mowy o odłączeniu od powiatu jakiejkolwiek gminy. Układ w Zarządzie jest bardzo dobry: dwóch radych z regionu limanowskiego, dwóch z gmin mszańskich. Daje to równowagę. Czteroosobowy zarząd gwarantuje, że nie będzie sytuacji, jaka była w poprzedniej kadencji, gdy "mocniejszy" przegłosował słabszego. Trzeba będzie poprzez dyskusję wypracowywać takie rozwiązania, które będą satysfakcjonujące dla wszystkich.

- Jakie działania już Pan podjął jako starosta?

- Nie przesadzajmy z rolą starosty. Ja mam tylko niektóre kompetencje, a większość to domena Zarządu i Rady. Od razu zajęliśmy się sprawą funkcjonowania szpitala. Poprzedni dyrektor mimo upływu czasu nie przedstawił żadnego programu działań na przyszłość, dlatego został odwołany. Znaleźliśmy kompetentną osobę - pana Antoniego Roga, który niedługo przygotuje stosowny program. Zrobi to na pewno w uzgodnieniu z kadrą kierowniczą tej placówki, a potem przedstawi Radzie. Inwentaryzujemy też obecny stan powiatu, bo przecież za cztery lata będziemy musieli powiedzieć wyborcom, co zastaliśmy a co zostawiamy. Zajęliśmy się również bieżącymi sprawami, które w okresie kampanii czekały na załatwienie. Jedną z nich jest funkcjonowanie Zespołu ds. Orzekania o Stopniu Niepełnosprawności. Nie może być takich sytuacji, gdy osoba niepełnosprawna, pokrzywdzona w jakimś tam stopniu przez los, od kilku miesięcy bezskutecznie oczekuje na załatwienie swojej sprawy. Zabiegamy też już o środki na prace w przyszłym roku.

- W jakim stanie znajdują się finanse powiatu?

- Zadłużenie sięga 14 mln zł. Takie obciążenie wynika z zaciągniętych już kredytów na prowadzoną działalność. Z tego co wiem, jesteśmy niestety pod tym względem jednym z najbardziej zadłużonych powiatów w całym województwie. Jest też około 14 mln zadłużenia szpitala, którego zobowiązania w jakimś tam stopniu także ciążą na powiecie.

- Zmiana dyrektora szpitala z pewnością nie była jedyną zmianą personalną?

- Na ten temat krąży w środowisku limanowskim wiele fantastycznych opowieści. Nasze działania wkrótce je zweryfikują. Z pewnością będzie kilka zmian personalnych dotyczących stanowisk dyrektorskich oraz kilka zwolnień dotyczących pracowników.

- Zwolennicy Biedy muszą odejść?

- To nie chodzi o zwolenników! Głosowanie jest przecież tajne i tak naprawdę do końca nikt nie wie, kto jest czyim zwolennikiem. Muszą tylko odejść ludzie, którzy bezpośrednio angażowali się w działalność agitacyjną. Nie można tolerować sytuacji, w której pracownicy prowadzą kampanię wyborczą zamiast wykonywać swoje normalne obowiązki. Urzędnik musi być kompetentny, życzliwy ludziom i najlepiej apolityczny. Jeśli świadomie dokonuje innego wyboru, to powinien liczyć się z konsekwencjami. Wszyscy inni, którzy rzetelnie pracują na pewno nie mają się czego obawiać. No chyba tego, że jestem wymagającym szefem.

- Czego Pan sobie życzy jako starosta?

- Każdemu potrzeba życzeń zdrowia, szczęścia, wytrwałości w prowadzonych działaniach oraz szczerości i życzliwości ludzi.

- "Echo limanowskie" obchodzi jubileusz dziesięciolecia. Jak pan ocenia to czasopismo?

- Byłem jednym ze współzałożycieli tej gazety, z czego jestem bardzo dumny. Cieszę się, że to, co tworzyliśmy przed dziesięciu laty, nadal doskonale funkcjonuje. Wiem, co znaczy trud redagowania gazety, pisania artykułów. Sam cały czas staram się coś do "Echa" pisać. Choć tutaj muszą mnie ciągle poganiać, bo nie nadążam. Jestem pełen uznania dla tych, którzy tworzyli "Echo" na przestrzeni dziesięciolecia. Dziękuję wszystkim Redaktorom Naczelnym, a na ręce obecnego - Ryszarda Kulmy i jego Zesołu składam wyrazy uznania i najlepsze życzenia. Pewnie już "jutro" będziemy świętować dwudziestolecie.

Dziękuję za rozmowę.

Jolanta Bugajska