Dla dobra miasta

Rozmowa z Burmistrzem Miasta Limanowa
- panem Markiem Czeczótką

- Przypomnijmy naszym Czytelnikom, że w pierwszych bezpośrednich wyborach na burmistrza uzyskał Pan w pierwszej turze 41 procentowe poparcie, w drugiej 3028 głosy, czyli ponad 67 procent. Jak Pan skomentuje to zwycięstwo?

- Sądzę, że dużym atutem było to, iż moja kampania nie była tak agresywna i tak nachalna jak przeciwnika. Z drugiej strony po tylu latach pracy w Limanowej mogłem się wyborcom czymś konkretnym pochwalić. Działałem w limanowskim środowisku sportowym, oświatowym i społecznym, dlatego sądzę, że ludzie postawili na kogoś sprawdzonego. Wyborcy postawili też na ludzi, którzy za mną stoją, bo jak wiadomo sam jeden nic nie zrobię. Jak się okazało propozycja moich współpracowników okazała się korzystna, bo na piętnastu członków Rady Miasta aż siedmiu jest z mojego Komitetu Wyborczego "O lepsze jutro". Natomiast z ugrupowania mojego przeciwnika przeszedł tylko jeden kandydat.

- Jak, w tej sytuacji, będzie się układać Pana współpraca z Radą?

- Myślę, że powinna układać się dobrze. Obecnie Rada jest mniej liczna, niż w poprzedniej kadencji. Połowę stanowią osoby, które są doświadczonymi samorządowcami. Druga część to nowi ludzie, którzy na pewno będą chcieli się sprawdzić. Liczę na ich wspólne pomysły i rady. Myślę, że na koniec kadencji razem będziemy świętować sukcesy. Przedwyborcze emocje już wygasły. Został jeden cel: praca dla dobra miasta.

- Decydując się na objęcie stanowiska burmistrza musiał Pan zrezygnować z funkcji w Radzie Powiatu. Nie miał Pan wątpliwości?

- Głównym moim celem był start na stanowisko burmistrza. Natomiast kandydowanie do Rady Powiatu było poniekąd sondażem rynku, jeśli chodzi o moją osobę i oceną mojej pracy w Radzie w poprzedniej kadencji. Było także pomocą w zdobywaniu głosów na listę komitetu "Zróbmy to Razem", z którego startowałem.

- Orientował się Pan już, w jakim stanie są finanse miasta?

- Poniekąd tak, chociaż pojawiają się różne rozbieżności. Jedni podają wielkość kredytu niższą, inni wyższą. A jak wiadomo, jeśli kredyt jest mniejszy, to mniejsze są spłaty kredytu i odsetki, a co za tym idzie, więcej pieniędzy pozostaje w mieście. W tej chwili jest oddany projekt budżetu, który opiera się na subwencjach i dotacjach, natomiast dochody nie są jeszcze dokładnie policzone, ponieważ nie były podjęte uchwały około budżetowe odnośnie podatku. Będą one przyjęte w najbliższym czasie.

- Ile wynosi dług?

- Z ostatnich rozmów wynika, że jest to około 1 mln 300 - 400 tys zł.

- Z jakimi zmianami personalnymi będzie się wiązać zmiana władzy?

- Na pewno powinny być zmiany na stanowisku zastępcy burmistrza i sekretarza. Każdy, kto obejmuje stanowisko burmistrza, ma jakąś wizję współpracy i do tego dopasowuje sobie ludzi. Dlatego chciałbym, żeby Rada pozytywnie ustosunkowała się do podanych przeze mnie kandydatów. Jeśli chodzi o skarbnika, to raczej w tej chwili zmiany nie będzie, bo musi być zamknięty budżet, zrobiony bilans, a trudno kogoś nowego w takie sprawy angażować. Jeżeli zaś idzie o kierowników wydziałów, to zostawiam sobie miesiąc grudzień na przyjrzenie się poszczególnym pracownikom.

- Podobno są propozycje, by organizować konkursy na kierowników wydziałów?

- Zdanie Rady jest takie, że jeżeli będziemy zmieniać któregoś kierownika, to nowego powoływalibyśmy drogą konkursu. Jeśli Rada będzie miała takie stanowisko, to i ja się do tego przychylę.

- Jakie zmiany, oprócz personalnych, szykują się w najbliższym czasie?

- Musimy wyjść na zewnątrz, lepiej współpracować ze Starostwem i Urzędem Gminy Limanowa. Dzięki współpracy z Powiatem wspólnie możemy zdobywać różne środki pomocowe. Tak jak było w przypadku programu Centra, dzięki któremu miasto zyskało nową nawierzchnię i chodniki od Rynku aż do ZUS. Są to kwoty niebagatelne, bo sięgające ponad 1 mln zł.

- Jakie będą Pana pierwsze działania, po oficjalnym objęciu stanowiska?

- Pierwsze kroki, to spotkanie z urzędnikami, aby jasno przedstawić, jak widzę wizję współpracy i pracy w urzędzie. A później, albo odwiedzę wszystkie zakłady budżetowe Urzędu Miasta, albo zaproszę do siebie ich przedstawicieli.

- Jak Pan widzi tę współpracę z urzędnikami?

- Jestem człowiekiem, który nie lubi całej władzy skupiać w jednym ręku. Lubię, gdy ludzie mają pomysły, wtedy pomagam w ich realizacji. Lubię też, gdy sami pracują na swoich stanowiskach, nie są odgórnie kierowani, mają dużo własnych inicjatyw. Jeśli są to dobre inicjatywy, ja im nie przeszkadzam. Liczę za to na lojalność. Myślę, że znajdziemy wspólny język, żeby działać dalej dla dobra Limanowej. A kto nie będzie chciał współpracować, to trudno. Dziś rynek pracy jest otwarty, można sobie wybierać.

- "Echo limanowskie" obchodzi dziesięciolecie. Jak Pan ocenia te lata?

- "Echo limanowskie" powstało po to, by ludność Limanowej i najbliższych okolic miała wiadomości nie tylko z jednego lokalnego miesięcznika, który czasami wydawało się pisał dość tendencyjnie, ale mogła poznać zdanie także drugiej strony. Redakcja "Aktualności Ziemi Limanowskich", obecnie "Gazety Limanowskiej" miała i ma swój krąg odbiorców. "Echo" obraca się w nieco innym kręgu. Dlatego dobrze dla całości obrazu Limanowej, że istnieją konkurencyjne gazety. Myślę, że mądry czytelnik potrafi znaleźć środek, bo przecież zawsze prawda leży pośrodku. Sądzę, że "Echo limanowskie" jest potrzebne, spełnia swoje zadania i oczekiwania czytelników.

- Czego można życzyć Panu na nowym stanowisku?

- Żebyśmy się za trzy i pół roku spotkali i mogli pozytywnie ocenić wyniki naszej pracy stwierdzając, że czas ten nie został zmarnowany.

- Dziękuję za rozmowę.

Jolanta Bugajska